Żywe jest Słowo Boże i skuteczne,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca
.
                                                          Hbr 4.12
Ewangelia według św. Jana 1,6-8.19-28

Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.
Komentarz:

Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona.

Dzięki Bogu. Przeczytałam teksty dzisiejszej Liturgii Słowa. Piękne. Ale jakże z kosmosu. Skoro cały czas wierzę, że każde to słowo jest do mnie adresowane. skoro próbuję je odczytywać jako osobisty list Boga i Jezusa do mnie, to dzięki Bogu, że na koniec II czytania padły słowa: On też tego dokona. Patrzę się na swoją codzienność, na swój zwykły szary dzień i jakoś trudno mi przyłożyć do tego słowa: Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. A ty? Gdy słuchałeś tego czytania widziałeś w tym siebie? Tak wygląda twoje życie? To piękne umieć dziękować za wszystko i zawsze się radować. Ale większość z nas powie, że nierealne. Tak po ludzku radujemy się wtedy jest nam dobrze, spotykają nas dobre rzeczy, przyjemności, miłe niespodzianki. Dziękujemy za dobro, życzliwość, zauważenie, docenienie. To takie oczywiste. Ale to są chwile. Szara rzeczywistość jest inna. Większość naszego codziennego dnia to troski, zmartwienia, trudności, a nawet ból i cierpienie. Jak w takim położeniu dziękować? A poza tym jak nieustannie się modlić? Nawet gdybyśmy chcieli (a większość z nas pewnie nie chce się modlić nieustannie, bo po prostu potrzebuje też czasu dla siebie) to przecież mamy mnóstwo rzeczy, którymi musimy się zająć, by żyć. To takie oczywiste. I w konsekwencji naprawdę traktujemy te słowa jakby były z kosmosu, albo dotyczyły kosmitów, ale nie nas. A tu niespodzianka. To są słowa skierowane dokładnie do ciebie i do mnie. I to nie jest program dla ambitnych, czy geniuszów. Bo to przede wszystkim nie jest program, który my mamy zrealizować w naszym życiu. W Ewangelii Jan Chrzciciel mówi nam dziś bardzo ważną rzecz: Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. To Ten sam z I czytania: Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej. Wiesz o kim mówię? Oczywiście, że wiesz. O Jezusie. Tak, to prawda. Więc dlaczego Jan Chrzciciel mówi, że Go nie znamy? A znamy? Znasz Jezusa osobiście? Spotkałeś Go? Rozmawiałeś z Nim? Dotknąłeś Go? Jezus jest prawdą. W Nim nie ma kłamstwa. Jeśli ktoś Go spotkał, poznał, to doświadczył wyzwolenia. Jezus opatrzył mu rany, ogłosił mu Dobrą Nowinę. Jeśli prawdziwie znasz Jezusa to wraz z Maryją śpiewasz każdego dnia: wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest imię Jego. Bo jeśli ktoś spotkał Jezusa, to Jezus na pewno uczynił wielkie rzeczy w jego życiu. Inaczej się nie da. Ci, którzy spotkali Jezusa, a czytają ten komentarz, doświadczyli już w swoim życiu, że niemożliwe staje się możliwe. Słowa II czytania stają się rzeczywistością w życiu i nie własną mocą czy siłą. Pan Bóg, który jest wierny dokonuje tych rzeczy w człowieku. Jezus, który wchodzi w życie człowieka z Dobrą Nowiną zmienia w nim wszystko. Ale nie zewnętrznie. Wewnętrznie. Zmienia człowieka. Stary człowiek umiera, rodzi się nowy. Gdy człowiek pozwala Jezusowi wejść w swoje życie Jezus przede wszystkim wnosi miłość, która leczy, uwalnia, pozwala odzyskać duchowy wzrok i słuch, i zobaczyć Bożą rzeczywistość w naszym życiu. Z człowieka zgorzkniałego, niezadowolonego, mającego wieczne żale i pretensje do Boga i do ludzi rodzi się człowiek nowy, który doświadcza miłości Boga i który tą miłością może kochać bliźniego. Nic na zewnątrz się nie zmienia. Te same problemy, kłopoty, trudności, bóle i cierpienia. I w tym nowy człowiek. Człowiek, który spotkał Jezusa, który poznał Jezusa, poznał i spotkał Tego, który przyszedł na świat zbawić człowieka, powiedzieć mu, że jest kochany cały i mocą tej miłości Bóg w jego życiu może zmienić wszystko. Wielu ludzi tego doświadczyło. Jan Chrzciciel, św. Paweł, wszyscy święci Kościoła i mnóstwo ludzi wokół nas, jeśli się tylko dobrze rozejrzymy. Znam osobiście takich. I wierzę w to mocno, że ty i ja też możemy tak spotkać i poznać Jezusa. On jest tuż obok. Jest między nami. Stoi pośród nas. Ale bez nas nie dokona tego w nas. On bardzo chce wejść w moje i twoje  życie, by nas uwolnić z naszych lęków, obaw, niewoli, by uleczyć nasze rany, by ogłosić nam osobiście Dobrą Nowinę. On chce. Ale jeszcze ty i ja musimy chcieć. Ale prawdziwie chcieć. Trzeba nam zostawić wszystkie nasze plany na życie, nasze wyobrażenia, nasze oczekiwania. I najważniejsze. I najtrudniejsze.
Trzeba przed Jezusem stanąć i powiedzieć: chcę byś Ty był moim Bogiem. Chcę, byś Ty kierował moim życiem. Chcę wierzyć w Ciebie i Tobie. A więc najpierw musi być decyzja, że chcę. Potem prośba, by Jezus wszedł w moje życie i je poprowadził, jak On chce. A potem modlitwa, bym jak najmniej Mu w tym przeszkadzała. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona. Jezus jest prawdą. Bóg nie kłamie. On w nas tego dokona. Będziemy ludźmi, którzy się prawdziwie zawsze radują, nieustannie się modlą i w każdej sytuacji dziękują, bo wierzą, że Bóg, który jest Miłością daje nam tylko to co dla nas najlepsze. Bóg nam to dziś obiecuje. Pytanie: czy ja tego chcę? Czy prawdziwie chcę zmienić swoje życie?