Żywe jest Słowo Boże i skuteczne,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca
.
                                                          Hbr 4.12
 
 
 
 
 
 
 
Ewangelia według św. Łukasza  16,1-13

Jezus powiedział do swoich uczniów: Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości. Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy /wszystko/ się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.
Komentarz:

Żaden sługa nie może dwom panom służyć.

Zdawać, by się mogło, że dzisiejsza Ewangelia uczy nas jak sobie radzić w życiu niekoniecznie uczciwymi metodami. Ale to tylko pozór. Tak byłoby nam łatwiej, wygodniej. To by się nam nawet chyba podobało. Ale to nie tak. Gdy się wczytamy dokładnie w tę Ewangelię okaże się, że wymaga ona od nas radykalizmu. I to radykalizmu na co dzień. Radykalizmu w szczegółach, w codzienności naszego życia. Nie możesz dwóm panom służyć. O jakich panach tu mowa? No oczywiście pierwszym panem  jest Bóg, a drugim? Zdawać, by się mogło, że możemy wyliczyć wielu innych panów, ale prawdą jest, że wcześniej czy później wszyscy inni i tak doprowadzą nas do pieniędzy, do mamony. Dlatego Jezus nazywa rzecz po imieniu: Nie możecie służyć Bogu i mamonie. W pierwszym odruchu każdy z nas powie, ależ to oczywiste. Ja służę Bogu. A potem przychodzi szara codzienność. I dobrze się nam czyta Ewangelię, by się nie martwić o jutro, by być jak lilie na polu lub wróble, którymi opiekuje się Bóg, i które się nie troszczą o jutro, kiedy mamy na koncie pewne zabezpieczenie, gdy mamy zapewnioną pracę, gdy czujemy się bezpieczni bo mamy oszczędności. Tak, wtedy łatwo nam się deklaruje zaufanie Panu Bogu i bez zająknięcia mówimy, że naszym Panem jest Bóg i Jemu tylko służymy. Chociaż i wtedy przychodzą próby, gdy ktoś staje na progu naszego domu i prosi, daj jałmużnę, podziel się tym co masz. Jaka jest wtedy nasza reakcja? Ja wiem, że czasem stać nas na gest, szczególnie, gdy nie wymaga to od nas rezygnacji z naszych planów, czy wygód, a jednocześnie daje poczucie jacy jesteśmy dobrzy, hojni, otwarci. Jakże łatwo wtedy oszukać samego siebie upewniając się, że jednak stać mnie na gest, że faktycznie nie służę mamonie, że jestem wolny. Przypomnijmy sobie w tym momencie ową wdowę z Ewangelii, która do skarbony wrzuciła grosz, ale to był cały jej majątek, wszystko co miała na swoje utrzymanie. Wariatka. Nienormalna. A może po prostu kobieta prawdziwie wolna od pieniądza? Kobieta, która ewangelicznie ufa Bogu? Może zamiast wariatka to wierząca? Nie mieści się nam to w głowie, prawda? Może dlatego, że my Ewangelię przekładamy na nasz współczesny język. W historii Kościoła było wielu takich wariatów, wielu  takich, którzy rozdali wszystko ubogim i poszli za Jezusem. Uwierzyli Mu. Uwierzyli słowu Ewangelii i się nie zawiedli. Zacznijmy od Dziejów Apostolskich.  Ci, którzy uwierzyli sprzedawali wszystko co mieli a pieniądze przynosili Apostołom. Spójrzmy na św. Franciszka, na pierwszych jego braci. Ci wszystkie swoje dobra  rozdawali ubogim, by żyć według Ewangelii. Moglibyśmy wyliczyć mnóstwo świętych i błogosławionych, którzy prawdziwie gardzili mamoną i służyli Bogu. Wiem, zaraz usłyszę, ależ to święci, a ja cóż? No właśnie. A cóż ja? Ja mam się wsłuchać w głos Jezusa Chrystusa, który mnie dziś wzywa do stanięcia w prawdzie: komu ufasz? Kto lub co daje ci poczucie bezpieczeństwa? Komu, któremu panu tak naprawdę służysz? Posłuchaj, to nie jest lekcja religii, gdzie chodzi o poprawną odpowiedź. To jest twoje życie. Od tej odpowiedzi, prawdziwej a nie poprawnej, zależy twoje życie wieczne, zależy wszystko.  To nie zabawa. Bóg zna prawdę. Na  Nim nie zrobisz dobrego wrażenia. Chodzi dziś o to, byś i ty poznał prawdę o sobie. Gdy ją poznasz, będziesz mógł coś ze swoim życiem zrobić. Tak jak ten rządca, który zdążył okazać miłosierdzie. Jeśli dziś, ja i ty staniemy w prawdzie, jeśli zobaczymy swoje uzależnienia, jeśli zobaczymy czego się tak naprawdę boimy, w czym pokładamy ufność, o co zabiegamy, jakich zabezpieczeń się chwytamy i komu, a raczej czemu tak naprawdę służymy, to mamy szansę to zmienić. Mamy szansę stanąć przed Bogiem i powiedzieć Mu: proszę Panie pomóż mi. Pomóż mi zaufać Tobie. Daj mi Swego Ducha, daj mi dar męstwa. Przymnóż mi wiary. Daj mi ufność. Daj mi rozeznać, co mam czynić, by zacząć służyć Tobie a nie mamonie. Każdemu z nas Bóg pokaże co trzeba uczynić. Od czego zacząć. Dla kogoś będzie to droga ku uczciwości, jeśli do tej pory oszukiwał i kombinował, jeśli się dorabiał kosztem innych. W I czytaniu Bóg jasno mówi, że nie toleruje oszustwa, kombinowania, żerowania na innych. Dla innych będzie to otworzenie oczu na potrzebujących, na jałmużnę, na dzielenie się z innymi. A może Bóg otworzy nam oczy na naszą pazerność, na  zachłanność, na to, że przekraczamy przykazania, by się tylko dorobić? Nie ma świąt, nie ma niedzieli, nie ma czasu na Mszę św., na modlitwę, na rodzinę, na zdrowie, bo trzeba się dorabiać, bo wszystko zależy ode mnie, od mojej zapobiegliwości, pracy, pracy, pracy … Jeśli dziś zechcemy się otworzyć przed Panem, stanąć w chwili ciszy przed Jezusem, każdemu z nas Bóg wskaże drogę. Jeśli tylko zechcemy usłyszeć i przyjąć prawdę o sobie. Miłosierny jest Bóg i łaskawy, podnosi z prochu nędzarza i dźwiga z gnoju ubogiego, by go posadzić wśród książąt. To jest prawda o Bogu. On jest potężniejszy niż mamona. On daje lepsze zabezpieczenie niż mamona. Problem w tym, że my w to nie wierzymy, że my wciąż czujemy się bezpieczni tylko wtedy, gdy mamy choć trochę na koncie. Problem w tym, że wielu z nas wciąż tak naprawdę służy mamonie. Dziś możemy spróbować to zmienić w naszym życiu, by Bóg mógł nam powierzyć nasze własne dobra, naszą wieczność.