Żywe jest Słowo Boże i skuteczne,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca
.
                                                          Hbr 4.12
 
Ewangelia według św. Jana  13,31-33a.34-35

Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.
Komentarz:

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak,
jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.

To znaczy jak? Jak mnie umiłował Jezus? Jak ja nam miłować innych? Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.  Jak to przełożyć na codzienny język mojego życia? Jezus kocha mnie bezwarunkowo. Również wtedy gdy na co dzień okazuję się Jego nieprzyjacielem. Gdy Go odrzucam, gdy odrzucam Jego naukę, gdy wybieram grzech, gdy się Go wyrzekam przed ludźmi, przed światem, gdy Go krzyżuję w moim życiu poprzez moje wybory, decyzje, słowa, czyny, tchórzostwo, wygodnictwo. Co wtedy słyszę z ust Jezusa, którego ukrzyżowałam i skażałam na śmierć: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. To jest właśnie miłość Jezusa. Jaka jest ta miłość? Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje … Taką właśnie miłością jestem kochana. I jak mówi św. Jan Apostoł: W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Tak nas umiłował Bóg. Tak mnie i ciebie miłuje Jezus. Wziął na Siebie nasz grzech. Byśmy my mieli życie On umarł. Milczy gdy Go odrzucany, ośmieszamy, opluwamy, biczujemy, krzyżujemy i skazujemy na śmierć. Przebacza 77 razy, gdy tylko prosimy Go o przebaczenie. Wciąż ma otwarte dla nas Swoje miłosierne ramiona, bo chce nam dać nowe życie. Jakie jest to nowe życie? Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już /odtąd/ nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Zasiadający na tronie: Oto czynię wszystko nowe. Właśnie do takiego życia, nowego życia bez łez, bez śmierci, bez trudu, bez żałoby zaprasza nas Jezus. Do prawdziwego życia. I każdy z nas powie: ależ tu przecież jest mowa o życiu w niebie, po śmierci. Niewątpliwie tak. Również tak. Tu jest mowa o prawdziwym, pełnym życiu, do którego stworzył nas Bóg i dla którego stworzył nas Bóg.  Tu jest mowa o życiu w którym człowiek ma świadomość, że jest nieskończenie kochany i w którym sam tak kocha, nieskończenie i bezwarunkowo. Czy chodzi tylko o życie po śmierci, w wieczności? A przecież dzisiaj przychodzi do ciebie i do mnie Chrystus i mówi nam jasno i wyraźnie:   Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Czyżby Jezus żądał od nas rzeczy niemożliwych? W innym miejscu Ewangelii Jezus mówi nam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. Moją i pewnie nie tylko moją pierwszą reakcją na te słowa Jezusa jest odpowiedź: niemożliwe. Jakim sposobem mam kochać ludzi, którzy mnie krzywdzą, prześladują, ośmieszają, odrzucają? Jak mam wybaczać 77 razy, wciąż i wciąż, i za każdym razem godzić się na stratę życia, by temu, który mi to życie odbiera pomagać, wyciągać do niego rękę i odpłacać mu dobrem za zło? Tak po ludzku, nasuwa się jedna odpowiedź: nie jestem głupia i naiwna. Nie dam się wykorzystywać. Nie dam z siebie robić durnia. Mam swój honor, swoją godność, mam swoje prawa. Słowem, całym swoim życiem, swoimi czynami i wyborami mówię Jezusowi: przepraszam, jestem osoba wierzącą, ochrzczoną, chodzę do kościoła, ale  wszystko ma swoje granice. To za duże wymagania. Tak się nie da na co dzień żyć. Chciałoby się Jezusowi powiedzieć: Ty mnie tak kochaj, ale ode mnie nie wymagaj, bym ja tak kochała. To nie realne. A jednak. To jest realne. To jest możliwe. Spójrzmy na Pawła i Barnabę. Całe swoje życie po nawróceniu poświęcili głoszeniu Dobrej Nowiny o Jezusie. Idąc od miasta do miasta umacniali dusze uczniów i głosili, że przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego. O jakich uciskach mówi św. Paweł? Przez jakie niebezpieczeństwa on sam przeszedł? Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły. I pomimo tylu przeciwności św. Paweł mówi: Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! Iluż świętych i błogosławionych może się podpisać pod tymi słowami. Dlaczego? Bo umiłowali tak jak sami przez Jezusa zostali umiłowani. Bo to przykazanie miłości stało się ciałem w ich życiu. A jak to jest możliwe? Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. To słowo mówi mi i tobie, że jest możliwe byśmy tak kochali. Ty i ja możemy kochać innych tą samą miłością, którą nas ukochał Chrystus. Ale nie sami z siebie. Nie wtedy, gdy zrobimy dobre postanowienia. Nie. To faktycznie nie możliwe. Taką miłością może w nas kochać tylko Jezus. Kiedy? Gdy ty i ja wyznamy, że On jest Synem Boga. Wtedy Bóg będzie trwał w nas a my w Bogu. A jeśli we mnie będzie trwał Bóg, który jest miłością to i ja będę mogła kochać tą miłością, którą sama zostałam ukochana. Bezwarunkową. I to już tu i teraz. Dziś Jezus mnie do tego zaprasza. On już mnie kocha bezwarunkowo. Ale chce kochać również przeze mnie bezwarunkowo. Chce uczynić we mnie wszystko nowe.
Tylko czy ja też tego chcę?  Czy Mu na to pozwolę?