Żywe jest Słowo Boże i skuteczne,
zdolne osądzić pragnienia i myśli serca
.
                                                          Hbr 4.12
 
 
 
 
 
Ewangelia według św. Mateusza  22,34-40

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.
Komentarz:

Miłuję Cię, Panie …

Jakie to proste i oczywiste. I chyba najchętniej w tym momencie przestalibyśmy się zastanawiać nad tematem naszej miłości do Pana Boga. Kochasz Boga? Ależ to pytanie do dziecka. To dzieciom na religii zadaje się takie pytanie a nie dorosłemu człowiekowi. I dziecko odpowiada: kocham. Bez namysłu. Dorosły nie odpowiada, bo to wstyd. A Jezus przecież dorosłym ludziom mówi, że pierwsze i najważniejsze przykazanie to kochać Boga i bliźniego. No więc jeszcze raz. Zamiast cię pytać, czy zachowujesz pierwsze i najważniejsze przykazanie, pytam wprost: kochasz Boga? I powinnam w tym momencie od większości usłyszeć; (przepraszam za wyrażenie) - spadaj. Głupio nawet zadać takie pytanie, a co dopiero na nie odpowiadać. No pomyśl, kiedy ostatnio zastanawiałeś się czy kochasz Boga? Tak po prostu? Taki temat nie istnieje. Uznajemy się za ludzi wierzących, chodzimy do kościoła, przyjmujemy lub nie sakramenty. Modlimy się, więcej lub mniej. Stajemy przed Bogiem, bo sobie nie radzimy i prosimy Go, by pomógł realizować nasze plany, czasem błagamy o ratunek bo jest bardzo źle. Ale jak rozmawiać o miłości. Książkowo wiemy, ze Boga należy kochać. W praktyce jest to zagadnienie doskonale przez nas omijane i zdecydowanie wolimy nie zadawać sobie takich pytań. Głupio tak po prostu powiedzieć nie kocham Boga, ale i nie mniej głupio powiedzieć sobie i innym - kocham Boga. To takie nie dorosłe i nie dzisiejsze. Miałam to szczęście, że będąc jeszcze w liceum odkryłam, że nie kocham Boga. Zobaczyłam to w swoim życiu jasno i wyraźnie. I dziękuję Bogu za to, że to uznałam, że się nie okłamywałam. To bardzo ważne. Popatrzyłam na swoje życie i jasno zobaczyłam, że najważniejszą osobą dla mnie jestem ja sama. Liczy się to co dla mnie ważne. Dobre jest to, co dla mnie dobre. Bóg jest, wierzyłam, że jest, ale złe duchy też wierzą i drżą. Wierzyłam w Boga, ale nie wierzyłam Bogu. Uważałam, że jedyną rolą jaką Bóg ma w moim życiu to pomoc w realizowaniu mojego planu, na moje życie. Nie było mowy o żadnej miłości. Czytałam Słowo , Ewangelię i bardzo konkretnie wybierałam, przesiewałam; to dla mnie, to nie dla mnie. Wiele momentów Ewangelii mnie gorszyło. W wielu momentach mówiłam jasno i konkretnie, nigdy w moim życiu to się nie stanie, nie nadstawię drugiego policzka, nie przyjmę na siebie zła, nie odpłacę dobrem za zło i błogosławieństwem za złorzeczenie. Pomału zaczęło do mnie docierać jak kocha mnie Bóg, ale jednocześnie ja jasno mówiłam, że ja tak kochać nie będę. Dać się zabić i cierpieć dla wroga to nie dla mnie. Minęło wiele lat. Przez wszystkie te lata Jezus kochał mnie tak jak On kocha, całym Swoim sercem, całą Swoją duszą, i całym Swoim umysłem. Kochał będąc nie kochanym. Ja Go odrzucałam, opluwałam, gardziłam Nim, krzyżowałam, uśmiercałam , a On zmartwychwstawał na nowo w moim życiu, wchodził mimo drzwi zamkniętych, przebaczał, wnosił pokój i pozwalał wkładać palce do Swoich ran, bym uwierzyła w Jego miłość do mnie. I nigdy o nic nie prosił. Kochał. Dziś widzę, że ta miłością mnie zmienia. Moje szczęście polegało na tym, że się nie oszukiwałam, że Go kocham. Walczyłam z Nim a On po Swojemu walczył ze mną o mnie. Kiedy dziś staje przed tobą i mówi ci, że najważniejsze to jest przykazanie miłości Boga i bliźniego, to nie po to, by ci nakazać kochać. Kochać Go całym swoim sercem, duszą i umysłem to dla nas niemożliwe.  Nikt z nas sam z siebie tego nie potrafi. Kiedy dziś Bóg zadaje ci pytanie: Czy mnie kochasz?, to po to, byś stanął przed Nim w prawdzie. Byś w ogóle podjął ten temat w swoim życiu. Jest to najważniejszy temat w twoim i moim życiu. I ten najważniejszy temat jest przez nas najbardziej omijany. Czy w ogóle czułeś się kiedyś nie fair wobec Boga, że Go nie kochasz? Też coś. Ja długi czas nawet nie chciałam Go kochać. Nie chciałam, bo rozumiałam, że kochać Go to iść za Nim, to kochać jak On, a ja na to nie miałam najmniejszej ochoty. Nie chciałam tracić swego życia, ani dla Niego ani dla bliźniego. Dziś jest świetny dzień na to,  by w końcu podjąć ten niewygodny, a przecież kluczowy temat naszego życia. Wcześniej czy później wszystkie inne ważne sprawy dnia dzisiejszego przestaną istnieć i zostaniemy sam na sam z Bogiem i tylko to jedno pytanie, o miłość. I co? I wtedy może się okazać za późno. Więc póki mamy czas. Zostaw na boku te niecierpiące zwłoki sprawy twojego życia i zostań z Bogiem sam na sam. I nawet jeśli ci głupio przed samym sobą zadaj sobie to pytanie: kocham Boga? czy On jest pierwszy i jedyny w moim życiu? Czy wszystko co myślę, mówię, robię, od Niego bierze początek i w Nim ma dopełnienie? Czy Jego Słowo - Ewangelia jest codziennym chlebem mojego życia? Czy jak ktoś patrzy na moje życie, moje wybory, czyny, słowa to uczy się Ewangelii? Rozpoznaje ją we mnie? Widzi w moim postępowaniu Jezusa Chrystusa? Bo to właśnie, by znaczyło, że kocham Boga. A jeśli popatrzę i stając w prawdzie uznam, że nie jest tak do końca, że z tą prawdziwą miłością jest krucho, to może warto jeszcze zapytać siebie, czy chociaż chcę kochać Boga? A może najpierw jeszcze jedno pytanie: czy czuję się kochana przez Boga? Czy Bóg jest dla mnie konkretną osobą, którą spotkałem w moim życiu i która mnie kocha bezwarunkowo? Nie można kochać abstrakcji, idei, teorii. Kochać można tylko kogoś, bardzo konkretnego kogoś. Bóg jest bardzo konkretny. Jezus konkretnie z miłości do ciebie wcielił się, cierpiał, umarł, zmartwychwstał. Dla ciebie pozostał tu na ziemi aż do skończenia świata, w Eucharystii, w Najświętszym Sakramencie, w sakramentach Kościoła. Jego miłość jest bardzo konkretna. Konkretnie w chrzcie świętym stałeś się dzieckiem Boga, w sakramencie pokuty konkretnie przebacza ci wszystko, jeśli tylko żałujesz, w Eucharystii karmi cię Sobą, Swoim Ciałem i poi Swoją Krwią. I konkretnie dzień po dniu puka do twego serca prosząc, byś Go wpuścił w twoje życie. On kocha pierwszy i kocha nawet jeśli ty nie kochasz. Dziś  kolejny raz staje przed tobą, by zwrócić twoją uwagę na Siebie, na najważniejszy temat w twoim życiu, bo od niego zależy twoje życie wieczne. On chce i ciebie i mnie przekonać, że kocha nas bezwarunkowo i prosi, byśmy pozwolili Mu kochać w nas. Byśmy chcieli, by On przemieniał nas w Siebie, byśmy umieli tracić swoje życie, by zyskać Jego życie. Pomyśl. Nie ignoruj Jego zaproszenia. Nie mów, przecież po swojemu Go kocham, to mi wystarczy. Spróbuj zaprosić Go do swojego życia. Poproś Go, byś chciał, byś chciał Go pokochać, tak jak On ciebie kocha. A jeśli wciąż nie widzisz Jego miłości w twoim życiu,
proś Ducha Świętego, by otworzył ci oczy, byś mógł ją zobaczyć.